Skip to main content

Gdyby udało się otworzyć drzwi percepcji, wszystko ukazałoby się człowiekowi takim, jakim jest – nieskończonym. William Blake

Jego imię - Legion

Każdy człowiek, przychodzący na ten świat pojawia się na nim niczym biała kartka papieru, jeszcze nie zapisana. W trakcie wychowania, edukacji oraz wpływów zewnętrznych kształtuje się nasza osobowość, która wbrew pozorom nie składa się z pojedynczego „Ja”. Wystarczy prosta analiza aby stwierdzić, że każdy z nas co najmniej posiada „Ja” narodowe, „Ja” płciowe, „Ja” religijne lub areligijne, „Ja” zawodowe lub „Ja” polityczne. Jest to tylko pierwszy lepszy przykład z brzegu, bowiem istnieją „Ja” bardziej związane z naszym bezpośrednim życiem takie jak „Ja” męża czy żony, „Ja” ojca i matki lub „Ja” szefa albo kierownika w pracy. Wszystkie te „Ja” stanowią maski, które przywdziewamy w różnych momentach naszego życia. Stajemy wówczas w roli aktora, który w teatrze istnienia gra niejednokrotnie sprzeczne ze sobą role.

Czasami wcielamy się w rolę surowego szefa, a po pracy stajemy się najlepszymi przyjaciółmi. Tych „Ja” jest w nas tak wiele, że w niektórych przypadkach może dojść nawet do rozbicia osobowości. W wyniku tego niektóre „Ja” mogą zacząć prowadzić niezależne życie od innych „Ja” co nazywamy chorobą psychiczną. Kiedy Jezus uzdrawiał opętanego, zadał mu pytanie: … Jak ci na imię? Odpowiedział Mu: Na imię mi "Legion", bo nas jest wielu …. (Mk. 5.9). Rzecz jasna były to wszystkie „Ja”, które miotały tym biednym człowiekiem, tak że nawet rozrywały jego kajdany. Oczywiście nikt nie musi uznawać siebie za opętanego, aby stwierdzić, że wiele ludzkich „Ja” mieszka w nim, a niektóre z nich są z pod ciemnej gwiazdy. Są to „Ja”, których zazwyczaj się wstydzimy lub „Ja”, które ukrywamy przed światem. Istnieją w nas niczym wewnętrzne demony, które oddziaływają na nasze jawne i oficjalne „Ja”, którymi chwalimi się na codzień, niczym wizytówkami wyciąganymi ze specjalnie przyozdobionego pudełeczka.

Georgij Gurdżijew, ormiański filozof, mistyk i przywódca duchowy uważał, że każda koncepcja, każda myśl człowieka tworzy nasze nowe „Ja”. W tym kontekście zmiana jednej religii na drugą lub klasyczna zmiana zdania, czy nowe zrozumienie nie stanowi przebudzenia tylko wcielenie się w rolę kolejnego „Ja” i tak bez końca. Czasami jest to bardzo wysublimowane „Ja” filozofa lub „Ja” teologa, który staje się liderem grupy religijnej, a która z reguły uważa się za jedyne słuszną doktrynę na tym świecie. Problem ten dotyczył również pierwszych chrześcijan do których zwracał się Apostoł Paweł w słowach: … Myślę o tym, co każdy z was mówi: „Ja” jestem Pawła, a „Ja” Apollosa; „Ja” jestem Kefasa, a „Ja” Chrystusa. Czyż Chrystus jest podzielony?... (1 Kor. 12-13). Tego rodzaju ludzi Paweł nazywał „psychikami”, ludzi którzy zamiast wznieść się na duchowy poziom (poziom pneumatyczny) poprzestali na multiplikacji własnego „Ja” i nic poza tym.

Czym zatem jest to owo tajemnicze „Ja”, wokół którego jest tyle zamieszania? Otóż bez rozdrabniania się, tak zwyczajnie naszym „Ja” jest to co myślimy osobie, to czym jesteśmy. Nawiązując do słów Kartezjusza: … myślę więc jestem…. Możemy powiedzieć, że jest to nasza indywidualna osobowość, która nieustannie ewoluuje, multiplikuje się i przybiera rozmaite kolory, w zależności od sytuacji w jakiej się znajdujemy i bagażu życia jaki niesiemy. Według gnostyckiej szkoły Walentyna ludzkie „Ja” zostało wyprowadzone z pierwotnej jedni. Należy to rozumieć w ten sposób, że pierwsze poczucie „Ja” ukształtowało się w wyniku upadku. Coś pękło w Boskim świecie i człowiek wytworzył poczucie nagiego „Ja”, a co za tym idzie oddzielenia od Boga. W ten sposób ukształtował się świat dualistyczny gdzie „Ja” zawsze stoi w relacji do „Ty”. Według tego klucza Walentynianie interpretowali m.in. mit upadku i wygnania z raju Adama i Ewy.

Owoc z drzewa poznania dobra i zła to dla Walentynian nic innego jak ukształtowanie się świadomości dualnej. Pierwotna świadomość jedni z Bogiem została utracona i pojawił się pierwszy dualizm. Z tego dualizmu tak naprawdę utkany jest cały ten świat. I nie chodzi o to, że coś jest dobre lub świetliste, tylko o to, że ma swoje przeciwieństwo. Dlatego też mamy „Ja” i „Ty”, prawa i lewa, światło i ciemność, góra i dół, mądry i głupi. Cały ten świat oparty jest na dualizmach i w ramach tych dualizmów funkcjonuje. Według tej idei zbawienie człowieka miało by polegać na powrocie do stanu z przed upadku, do chwili kiedy „Adam chodził z Bogiem” i nie było jeszcze poczucia naszego „Ja”.

Jeśli więc współcześnie, zgodnie z definicją Kartezjusza uznajemy nasze „myśli” za nasze „Ja”, to stan z przed upadku oznacza świadomość przed myśleniem. Świadomość ta, zwana przez Pawła „pneumatyczną” charakteryzuje się niezmierzoną jednością. Sam Apostoł mówił: …. Nie ma już Żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie Jezusie… (Gal. 3,28). Oczywiście jedność ta polega na świadomości pneumatycznej, która leży przed świadomością psychiczną. Tego rodzaju odczucia jak „Ja” żydowskie, helleńskie, hinduistyczne, buddyjskie, katolickie, protestanckie itp. najwyraźniej tam nie istnieje. Nikt z nas nie zabierze poglądów religijnych do świata duchowego. Podobnie podział na płcie lub status społeczny przestaje mieć znaczenie. Być może fizycznie i psychicznie jesteśmy zanurzeni w świecie dualizmów, to jednak duchowa świadomość przekracza te wszystkie podziały znane nam z dotychczasowego świata.

Tak naprawdę nie sposób to opisać za pomocą języka dualizmów ponieważ mamy do czynienia niejako z dwoma odmiennymi płaszczyznami świadomości, które funkcjonują wg. zupełnie innych praw. Podczas gdy dualizm początku i końca tworzy wszystkim nam znane zjawisko czasu, tak w świecie pneumatycznym istnieje ciągła teraźniejszość. Już na tym prostym przykładzie możemy zobaczyć, że różnice są kolosalne. Potrzebujemy więc stworzenia całkowicie nowego języka, który być może przybliży nam świat niedualistyczny. Świat, który możemy doświadczyć w samych sobie jako pierwotyny, istniejący przed świadomościa psychiczną. Ciekawostką, może być tutaj fakt, że z perspektywy niedualizmu mówienie o dwóch płaszczyznach jest już wysoce niepoprawne.

Aby to lepiej zrozumieć, siłą rzeczy musimy się cofnąć do świata przed Kartezjuszem, gdzie królowały idee platońskie, a naturę człowieka dzielono na ciało, duszę i ducha, które stanowiły system emanacyjny, a zatem całość. Sam podział na dualizm ciała i duszy jest stosunkowo młody bo pochodzi z XVIII wieku. Post kartezjańska filozofia i teologia niejako wydziedziczyła nas z trzeciego pierwiastka duchowego, który został nie wiadomo dlaczego utożsamiony z duszą i sprowadzony do zwykłego ludzkiego „Ja”. Ten dramatyczny epizod w historii ludzkiej świadomości spowodował olbrzymie zamieszanie i chaos terminologiczny. Wiele osób po dziś dzień nie może się połapać w tym co czyta, a wiele wyznawców chrześcijaństwa zostało pozbawione realnej duchowości.

Jeśli jednak sięgniemy do opracowań gnostyków żyjących przed Kartezjuszem, to zrozumiemy, że duch stanowi nic innego jak naszą nieskalaną, czystą, świetlista i pierwotną naturę, leżącą przed naturą duszy i naturą ciała, a która wciąż czeka na przebudzenie. Jezus chodząc po tym świecie często odwoływał się właśnie do tej duchowej natury człowieka, a nie do umysłu (psyche) czy ciała (sarx). I tak w Ewangelii Tomasza Jezus mówił mniej więcej w taki oto sposób: …. jeśli macie zwyczaj czynić dwa jednością i stronę wewnętrzną czynić tak, jak stronę zewnętrzną, a stronę zewnętrzną tak, jak wewnętrzną, stronę górną jak stronę dolną, i jeśli macie zwyczaj czynić to, co męskie i żeńskie jednością, aby to, co jest męskie nie było męskim, a to, co jest żeńskie nie było żeńskim; jeśli będziecie mieli zwyczaj czynić oczy jednym okiem, a jedną rękę dacie w miejsce ręki i nogę w miejsce nogi, i obraz w miejsce obrazu - wtedy wejdziecie do królestwa …. (ewTom. Logion 22).

Nauki te rzecz jasna odnajdujemy już u Pawła, skąd przeniknęły do gnostyckiej sekty Walentynian i rozwijane były przez gnostyków. Także w tradycji Janowej odnajdujemy ten sam przekaz, który najsilniej pobrzmiewa podczas arcykapłańskiej modlitwy Jezusa: … Nie tylko za nimi proszę, ale i za tymi, którzy dzięki ich słowu będą wierzyć we Mnie; aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili w Nas jedno, aby świat uwierzył, żeś Ty Mnie posłał. I także chwałę, którą Mi dałeś, przekazałem im, aby stanowili jedno, tak jak My jedno stanowimy. Ja w nich, a Ty we Mnie! Oby się tak zespolili w jedno, aby świat poznał, żeś Ty Mnie posłał i żeś Ty ich umiłował tak, jak Mnie umiłowałeś … (Jan. 17,20-23).

We współczesnych czasach ideami tymi zajmuje się głównie ruch „Nondiuality”, który uważa, że „Niedualność” ta występuje we wszystkich zaawansowanych systemach duchowych i jako taka jest celem ostatecznym najróżniejszych praktyk przygotowujących adeptów do rozpoznania, zaufania i utrzymania stabilności w tym stanie świadomości.

Autor: gnostyk.pl

Jeśli uważasz ten artykuł za wartościowy to polub go na Facebooku, Tweetuj lub udostępnij na innych stronach.

  • Kliknięć: 614